Upadek Adama

Pierwszy upadek  Adama

 

Prawie co noc, śni mi się mój Anioł.

To właściwie jest Ona, choć nie widzę jej  twarzy to czuję wyraźnie ciepło emanujące od  Jej postaci. Jest piękna, nieskazitelna. Wiem to. Taka musi być Ona - Doskonała. 

Jest wszak Darem od samego NIEGO. Możliwość  bycia przy  Niej, sprawia  mi samą radość, a  na duszę sprowadza cudowny spokój. Jest moim Sensem , gdyby nie Ona, w ogóle by mnie nie było. Kocham mojego Anioła. Miłością czystą jak JEGO światło. Z całej siły.

Oboje trwamy w równowadze, a wszystko wokół jest cudowną harmonią. 

Potem zaczyna dziać się cos niepokojącego.

W pobliżu mojego Anioła pojawia się ktoś. Inny. Obcy. Szary ciemny kształt.  Nie lubię Go. Wkracza pewnie pomiędzy Nas, psując delikatna harmonię naszej bliskości.  Ale mój Anioł nie jest zaniepokojony. Zna go. Śmieje się i radośnie macha mu ręką.  Długo rozmawiają śmiejąc się od czasu do czasu.  Już nie istnieję dla mojego Anioła. Jestem gdzieś w dole, we mgle, poza. Postać mojego Anioła odwrócona plecami oddala się z Obcym.  Chciałbym pobiec za nimi, krzyczeć, płakać, błagać, ale tylko czuje pustkę tonę w tej szarości mlecznej i zostaję sam. Pojawia się niepokój i nienawiść. Już nie chcę tego światła niepokalanego, nie grzeje tylko pali duszę na wylot... Odrzucam go. Krzyczę.

Budzę się. Raj pozostał po drugiej stronie.

Po raz pierwszy czuję chłód.

 

 

 

Ostatni upadek Adama

 

Tej nocy śniłem o Dniu Sądu.

Siedziałem w środku mojego Domu, a na zewnątrz panowała nieprzenikniona ciemność. I tylko wiatr wiał i wył jak oszalały. Obok na małym stoliku płonęła świeca, bo w pomieszczeniu też było ciemno. Wiedziałem, że na zewnątrz już nic nie ma. Skończyło się. Jak było przepowiedziane. Bałem się. Duszę ogarnęło przytłaczające uczucie absolutnej samotności. Jednak  w moim domu nie byłem sam.  Obok mnie  stała  Kobieta W Bieli. To był mój ukochany Anioł. Moja Ostoja i Miłość. Dłoń jej spoczywała  na moim ramieniu. Uspokajało mnie to. Nikogo poza  Nią,  nie było w pobliżu. Nagle,  weszła inna Osoba. Odziana  w czerń  i  powiedziała, że nadchodzi coś tak strasznego,  że nie sposób nawet tego  słowami ludzkich języków opisać. Potem wybiegła zamykając drzwi.  Wówczas Kobieta W Bieli stwierdziła, iż musi  mnie opuścić. Przeraziłem się w tym momencie. W takich chwilach nikt nie chciałby zostawać sam, ja też nie. Nie chciałem,  żeby opuścił mnie nawet mój Anioł.  Moja jedyna Radość i Światło Miłości. Powiedziałem jej to.  Ona jednak,  już nie słyszała. Pewna, piękna  i czysta.

Odeszła. Ogarnęła mnie pustka.

Obudziłem się  krzycząc.

Dziwne - na jawie nie czuję strachu , prawdziwy lęk pojawia się  tylko gdy jestem po drugiej stronie.

Dobrze jest nie pamiętać snów.

 

Wiesław Matysik 2006